05 marca 2004
18:03:31
|
kategorie:
html itp.,
praca,
sieci,
Rano wyjęliśmy felerną kartę z routera, zainstalowalismy spowrotem
dystrybucyjny kernel, a ostatnią sieć maskaradowaną przez ten router
przepięliśmy do innego. W południe przyszedł routerek 3Coma. Udało się go
skonfigurować i nawet ładnie działa. Test polegający na ping-floodzie
przeszedł na 5+, innych na razie nie robiliśmy. Nieciekawie natomiast
wyglądał efekt nmapa zapuszczony na tym urządzeniu. Chyba 5 portów TCP
otwartych, w tym telnet, domyślnie bez hasła. Nie rozumiem co za idioci tak
domyślnie konfigurują takie urządzenia. Przecież mogłem zapomnieć sprawdzić.
Co gorsza okazało się że tych usług nie można wyłączyć. Na szczęście dało się
zablokować wbudowanym firewallem. Założyłem więc regułki blokujące wszystkie
połączenia TCP i UDP do maszynki i mam spokój. Na "dużym" routerze, gdy już
POLPAK działa i nie ma żadnej NATowanej sieci, mogłem wywalić moduł
ip_conntrack. Teraz powinien sobie i z kilkoma GB/s poradzić.
:-).
Najlepsze jest to, że dzisiaj, pierwszy raz od początku tygodnia, przez cały dzień nic nam
się nie powiesiło! :-) (odpukać!)
Żona poprosiła mnie o pomoc przy robieniu screenshotów stron WWW, co
zlecono jej w pracy. Pracuje ona w małej lokalnej firmie Linuksowej zajmującej
się głównie tworzeniem serwisów WWW. Te strony które mieliśmy strzelać
wyglądają całkiem nieźle, ale miejscami się rozjeżdżają. Z ciekawości
zapuściłem na nich walidatora W3C.
Masakra :-(. A łudziłem się że przynajmniej mała, linuksowa
firma, prowadzona przez rozsądnych i bardzo sympatycznych ludzi nie będzie
robić takich partactw.... No ale cóż, ja jestem idealista, a oni muszą
przede wszystkim zarobić
. Ale czy na pewno nie da się tego połączyć? Po
prostu wymagać od tych którym się robotę zleca, żeby wynik się walidował?
Konkretne wymaganie odnośnie jakości zleconej pracy, a nie wymagające od
wykonawcy wcale dużo więcej pracy, jedynie odrobinę kompetencji i wiedzy. No
i w wielu wypadkach pozwala uniknąć konieczności testowania strony we
wszystkich możliwych przeglądarkach.
Może hobbystycznie przerobię jedną stronę w zgodzie ze standardami...
ciekawe ile roboty zajmie to mnie. Przecież ja się tym normalnie nie zajmuję
no i nie wiem co autor miał na myśli
.
04 marca 2004
19:33:26
|
kategorie:
praca,
rodzinka,
sieci,
sprzęt,
Paskudny ten tydzień. Na poniedziałku się nie skończyło. :-(
Powodem wolnego działania łącza po zmianie płyty w routerze okazały się
straty pakietów na jednej sieciówce. Dokładnie to był jeden z czterech portów na
czteroportowej karcie D-Link. We wtorek przełożyliśmy kabelek do interfejsu na
płycie głównej (VIA Rhine) i straty ustały. Było nawet lepiej niż na starej
płycie. Super... ale nie długo. Tego dnia też przyszła zamówiona karta
synchroniczna na PCI, ale instalację tego zostawiliśmy sobie na srodę. We
wtorek spatchowałem tylko dla nich kernel PLD. Po pracy okazało się że sieć na
tym VIA Rhine i pomaga tylko reset switchów, a żeby było śmieszniej po resecie
jednego z tych switchy musimy robić ifdown/ifup na serwerze do niego
podpiętym, bo dla odmiany tam sieć zawisa. W końcu jakoś działało dalej.
W środę już z samego rana poszliśmy na serwerownię podłączać nową kartę.
Trzeba było wyjąć serwer z szafy, zainstalować kartę, włożyć serwer spowrotem
(jego miejsce w szafie jest na wysokości około 2m) i wszystko popodłączać.
Klienci zapewne byli zachwyceni, bo trwało to ponad pół godziny a i na tym
przerwy się nie skończyły. Po podłączeniu i uruchomieniu zapatchowanego
kernela wszystko wyglądało dobrze... dopóki nie załadowałem sterownika do
karty. Próba zakończyła się twardym zwisem maszyny, nawet Magic-SysRq nie
pomógł. Po paru próbach z różnymi konfiguracjami postanowiliśmy zadzwonić do
producenta. Dostałem numer telefonu do gościa od tej karty a zarazem autora
sterowników. Niestety nie był w stanie powiedzieć nic konkretnego, jedynie
zasugerował zainstalowanie gołego kernela (no cóż ten z PLD jest rzeczywiście
przeładowany patchami). Cóż było robić. Odpaliłem router bez tego sterownika
(a więc dalej bez POLPAK-a), wróciłem do biura i zacząłem szykować kernel.
Instalację zostawiłem sobie na dzisiaj (czwartek).
Na tym środowe atrakcje się nie skończyły. Około 17-tej znowu siała sieć na
Rhine i trzeba było restartować switcha. Potem pojawiły się duże straty -
okazało się że tabela conntrack się przepełniła (wcześniej był kernel 2.2, a
więc nie było tego problemu). Poprawiłem ip_conntrack_max i było jakby lepiej.
Jednak wieczorem gdy chciałem sprawdzić jak daleko jest tej tabeli do
ponownego przepełnienia (wc -l /proc/net/ip_conntrack) znowu sieć zawisła. I
tym razem restart switchów nie pomógł. Po reboocie (zdalnym, serial-console
rulez) sieć w ogóle nie wstała. Tylko pojawił się komunikat o jakimś problemie
z routingiem przerwań i wynikającym z tego konfliktem. Próbowałem jakoś
skonfigurować routing z pominięciem tego routera (teoretycznie możliwe
rozwiązanie dla większości naszych klientów), ale nic z tego nie wyszło, więc
spróbowałem jeszcze jednego restartu. Tym razem sieć wstała, ale zauważyłem że
komunikat o problemie z przerwaniami też się przy starcie kernela pojawił.
Widać dupiata płyta główna.
Dzisiaj jak już dojechałem do pracy, co stało się 15 minut później niż
zwykle, bo autobus nie dojechał, zabraliśmy się znowu za ten nieszczęsny
router. Najpierw obejrzeliśmy jeszcze raz ten komunikat o przerwaniach i
spróbowaliśmy coś z tym zrobić w ustawieniach BIOS. Potem zainstalowałem nowy
kernel (ten własny, nie z PLD) i załadowałem sterowniki do karty. Załadowały
się, bez zwisu. Potem skonfigurowałem dostęp do POLPAKu - miodzio, znacznie
przyjemniejsza sprawa niż z tą nieszczęsną Sangomą. I zebra nie zdechła po
odpaleniu łącza i interfejs zachowuje się normalnie. Takiej właśnie karty mi
było trzeba... Nie nacieszyłem się jednak długo bo wszystko wisło. Na twardo.
Mieszaliśmy z ustawieniami przerwań itp., ale nigdy nie podziałało dłużej niż
godzinę. Znowu dzwoniłem do autora sterowników, ale nie miał lepszych pomysłów
niż te na które sami wpadliśmy - może to konflikt przerwań, spróbujcie bez
tej karty z którą współdzieli przerwanie
. Ale nie możemy wyciągnąć tej
karty, bo to czteroportówka, która sama zabiera wszystkie cztery przerwania
PCI. Przełączyliśmy jeden kabelek gdzie indziej, tak że przynajmniej jedno z
tych przerwań było nieużywane i mogło zostać tylko dla karty synchronicznej.
Jednak sytuacja bez zmian - nadal się wiesza. W końcu wywaliliśmy ten
sterownik i ponownie wyłączyliśmy POLPAK. Nie wyciągaliśmy karty, żeby nie
powodować kolejnej (tym razem dłuższej) przerwy w działaniu routera. Będąc na
serwerowni oczywiście pamiętaliśmy o wieszającej się VIA Rhine - przepięliśmy
z niej kabelek na 3Coma, który też tam był, może będzie lepiej.
Tej karty synchronicznej mamy już dosyć, jutro ją wyciągamy i spróbujemy
zwrócić. Dzisiaj zamówiłem dedykowany router 3Coma. Jakiś bardzo prosty z
portem V.35 i Ethernet - tak żeby tylko pośredniczył pomiędzy POLPAK-iem, a
naszym routerkiem. Jutro czeka mnie więc wyciąganie karty i instalacja
routera. Ale jak ten nowy router będzie nawalał, to najwyżej POLPAK nie będzie
działa, a na nasze główne łącze nie powinno to mieć problemu. Oby się te
problemy wreszcie skończyły!
A teraz coś bardziej optymistycznego. Wczoraj Krysia opanowała używanie
myszki. Odpaliłem jej TuxPainta (nie pierwszy raz), a ona sama stawiała
pingwinki w mniej-więcej przemyślanym miejscu. Jak tak dalej pójdzie, to zanim
skończy trzy latka (teraz ma niecałe dwa) to będzie chciała poznać hasło roota
:-).
01 marca 2004
14:10:18
|
kategorie:
praca,
sieci,
sprzęt,
Wszyscy rozpisują się o tym że miesiąc sie rozpoczął. Pewnie dlatego żeby
nie mieć pustej strony na swoich jogach. Ja też napiszę, szczególnie, że mam
na co się poużalać.
A więc przychodzę do pracy, ciesząc się że drugi admin już wrócił
z urlopu i będę miał mniej roboty. Jednak zaraz jak siadłem do kompa
okazało się, że ten nie dostał adresu IP. Biurowy serwerek/routerek
leży. Podpiąłem do niego monitor, klawiaturę, ale nawet zalogować się
nie da. Magic-SysRq ujawnił, że chodzi tam cała masa procesów
„crond” w stanie „D” („zombie”).
Dziwne, ale reboot pomógł.
Już gdy grzebałem w tym biurowym serwerku dzwonili klienci że im net
albo poczta nie działa. Oni nie są podłączeni przez nasz biurowy LAN,
więc już było wiadomo że na drugiej serwerowni (na TPSA) też coś leży.
Gdy w biurze sieć już działała okazało się, że nie ma wyjścia w świat,
a więc leży router brzegowy. On już szwankował od jakiegość czasu
i nawet nowa płyta do niego była (czekała na nową kartę V.35). Ale to
nie wszystko... okazało się że leży także router/serwer obsługujący
sieci osiedlowe.
Poszliśmy na TPSA. Okazało się że router brzegowy leży tak jak
podejrzewaliśmy, jednak reboot nie pomaga (ostatnio za którymś razem
pomagał). No cóż będzie trzeba płytę wymienić nie czekając na kartę
V.35 (stara karta była na ISA, więc do nowej płyty byśmy jej nie
wcisnęli). Serwer od osiedlówek natomiast wisiał podobnie jak ten
biurowy, tyle że tu dla odmiany była masa procesów „smbd”
w stanie „S”. Reboot pomógł.
W końcu udało się i odpalić router brzegowy. W tym celu trzeba było
znależć kartę grafiki która by do niego pasowała i w nim działała
(zwykłe AGP nie wchodziły w slot 1.5V, a jedna PCI po prostu nie
działa w tym kompie) i zorientować się że pamięc należy włożyć do
slotu 3 a nie jeden.
Teraz niby wszystko działa, ale część klientów oraz szef narzekają że
strony ładują się strasznie wolno, a my nie możemy znaleźć powodu...
ech... Mam nadzieję, że nie będzie cały marzec tak wyglądał...