Zaloguj się

Jog Jajcusia

xmpp:jajcus@jajcus.net

Powrót na stronę główną

Pajałem i bóciłem

W piątek prosto z pracy poszedłem na obiadek do restauracji Krakowianka. To mała knajpka niedaleko firmy, z zewnątrz wyglądała nieciekawie, a w środku całkiem sympatycznie. A rolada z kluskami była po prostu pyszna.

Po obiadku wsiadłem w samochód i pojechałem do moich dziewczyn do Bochni. W Rudzie Śląskiej, przed wjazdem na DTŚ był pierwszy korek. Zaskoczyło mnie to, bo tam akurat nigdy nie stałem (ale często nie jeżdżę, więc to może normalka). Potem DTŚ - raz dwa i byłem w Katowicach. Tam trochę mi się mieszały pasy zanim wjechałem na A4 (wcześniej ten kawałek wydawał mi się wyjątkowo prosty), na samej autostradzie też miałem wrażenie, że strasznie z tymi pasami namieszali, ale to chyba tylko taki dzień. Na A4 rozkopy, przed Chrzanowem jeszcze nie takie straszne, ale dalej duże kawałki drogi z ruchem dwukierunkowym i ograniczeniem do 70. Bardzo się nie spieszyłem, więc specjalnie się tym nie przejmowałem. Przed Balicami zjechałem na stację na siusiu i do myjni (a co będę do żony brudnym samochodem jechał - raz na dwa lata nawet Polonezowi należy się mycie).

Z automatycznej myjni korzystałem po raz pierwszy. Kupiłem w kasie kartę, podjechałem pod myjnię, poczekałem aż poprzedni samochód wyjedzie (czytając w tym czasie kilka razy instrukcję obsługi), podjechałem do środka aż zapalił się napis Stop. Zanim się zatrzymałem zapaliło się Do tyłu, to cofnąłem. Znowu zapaliło się Stop, a jak się zatrzymałem to zgasło. Uznałem że jest ok, poszedłem do budki sterującej, włożyłem kartę, nacisnąłem Start. Napisało mi na wyświetlaczu po francusku jakieś cośtam cośtam 3.... No to czekam... i czekam... i nic. Wołam gościa co się kręci obok przy serwisie. Podszedł, obmacał urządzenie i stwierdził, że on się nie zna, to mu si kolega, zaraz przyjedzie. No to czekam na kolegę... Po dziesięciu minutach się zjawił, otworzył budkę, poprzyciskał coś tam i nic. Podszedł do światełek (tam gdzie świeciło się Stop i Do tyłu), walną kilka razy i za którymś błysnęło Do przodu. Więc gościu powiedział, żebym zwolnił hamulec i się samochód popchnie. Popchnęliśmy jakieś 1-2cm i zapaliło się Stop. Wróciliśmy do budki, ale maszyna dalej nie rusza. Gościu jeszcze raz to otworzył, poprzyciskał ileś guzików (chciałem zasugerować reset), aż w końcu zadziałało. Gościu jeszcze powyklinał kogoś, że paru żarówek nie chcą kupić, a klienci nie wiedzą gdzie podjechać. Po paru minutach mycie się skończyło i mogłem wyjechać. Nie powiem, żebym efektem był zachwycony, ale że samochód wyjechał czyściejszy to nie da się ukryć.

Zanim dojechałem na miejsce zdążyło się ściemnić. Przed Wieliczką i w Wieliczce oczywiście korek, ale tego można było się spodziewać. Dalej jechało się całkiem miło. Aż do Bochni gdzie pobłądziłem. Najpierw skręciłem nie w tą stronę i wyjechałem z powrotem na Kraków. Za drugim razem, na tym samym skrzyżowaniu znowu pojechałem nie w tą stronę (prosto zamiast w prawo), ale to już udało mi się naprawić bez wyjeżdżania poza miasto. Gdy dojechałem pod hotel okazało się, że w pokoju nikogo nie ma, a komórka żony nie odpowiada. Na szczęście teść odebrał - byli w restauracji. Żona wyszła mi naprzeciw. Dosiadłem się do stolika, nawet coś dla mnie zostało. A Krysia jak zobaczyła że tatuś przyjechał zaczęła szaleć - wszystko chciała mi od razu opowiedzieć. Że windom, że śweci. że pani itp.

Po wykąpaniu dziecka i położeniu jej spać poszliśmy z żoną na miasto. Trochę się pokręciliśmy po okolicy, ale nigdzie nie zaglądaliśmy. Zaskoczyło nas że z wielu lokalów słychać było całkiem sensowną muzykę - w dwóch były koncerty na żywo (w jednym z nich wyglądało to trochę śmiesznie - kapela byłaby dwa razy większa, to nie byłoby miejsca dla klientów), ale nigdzie nie wchodziliśmy, bo nie chcieliśmy dziecku papierochami śmierdzieć, sami tego zapachu zresztą też nie lubimy. Po rundce dookoła centrum wróciliśmy do pokoju. Niestety warunki do nacieszenia się żoną dość ograniczone - dziecko śpi w łóżeczku obok, a teściowe za ścianą. Trzeba było być bardzo cicho...

W środku nocy obudziło mnie bulgotanie w brzuchu. Dwa czy trzy razy chodziłem do kibelka, łącznie spędziłem tam w bólach chyba z godzinę. W końcu położyłem się na swojej karimacie między łóżkiem i łóżeczkiem i zasnąłem. Żona po tej nocy była cały dzień niewyspana. Ja też się potem dobrze nie czułem.

Rano poszliśmy z Krysią do księgarni pokazać jej królika (bardzo jej się spodobał) i do zoologicznego zobaczyć inne zwierzątka, ale rybki, szczurki i myszki nie zrobiły już takiego wrażenia. Obiad zjadłem w tamtejszej pizzerii "Bella" - tak jak zawsze zjadłem tam tanio i dobrze. Wypad na huśtawki się nie udał, bo zaczęło padać. Schowaliśmy się do sklepu i żona kupiła sobie nowe buty. Z powodu pogody nie pojechaliśmy też do Centrum Aktywnego Wypoczynku w Borku.

Kolejną noc przespałem już normalnie, no pomijając eksmisję z łóżka na karimatę, gdy rano Krysia się obudziła i zajęła miejsce przy mamie.

Dzisiaj rano na zmianę się chmurzyło i świeciło słońce. Postanowiliśmy jednak do tego Borka jechać, żeby pokazać Krysi koniki. Oczywiście wtedy zaczęło padać. Mimo pogody pojechaliśmy. Wyjechaliśmy nie tym wyjazdem z Bochni, ale jakoś na miejsce udało nam się trafić. Było zamknięte (w folderze reklamowym nie podano godzin otwarcia, więc błędnie założyliśmy że jest otwarte cały dzień). Wróciliśmy już właściwą prostą drogą.

Po wycieczce objazdowej wyszliśmy całą rodzinką na spacer po mieście. Krysia dobrze się z dziadkami bawiła, to zostawiliśmy ich i wróciliśmy do pokoju w Hotelu (w końcu tydzień nie będziemy się widzieć). Gościu w recepcji trochę dziwną miał minę jak po jakiś dwudziestu minutach wychodziliśmy nieco zmienieni na twarzach i spytałem go gdzie mają jakąś cukiernię. Cukiernię znaleźliśmy i kupiliśmy sobie lody - trzeba było trochę ochłonąć.

O drugiej pożegnałem się z rodzinką i poszliśmy na obiad - oni do hotelowej restauracji, ja do Karczmy Rycerskiej potem wsiadłem w samochód i pojechałem. Tym razem nawet w Wieliczce prawie nie było korka. W miarę szybko dojechałem do Katowic. Tam nie skręciłem na DTŚ, tylko pojechałem dalej zobaczyć ile tej autostrady minister Pol nam wybudował. Autostrada dojechałem mniej-więcej tam gdzie ostatnio (jakieś 3 lata temu) gdy tamtędy jechałem. Różnica była taka, że dalej było widać powstającą dalszą część A4. Pojechałem więc przez Rudę Śląską kierując się drogowskazami na [A4] Wrocław. Wyjechałem na trasę mikołowską i dalej prościutko do domu. Po drodze przekroczyłem budowę autostrady jeszcze z 2-3 razy. Kiedyś może uda się im ją skończyć.

O 16:40 byłem już w domu. Żonie zameldowałem (przez Jabbera oczywiście), że dojechałem cały i zdrowy, a teraz meczę ludzi swoimi wypocinami.


Komentarze

qz

22 marca 2004 14:31:00

wiwat polskie autostrady, tylko zastanwawiam sie za co oni kaza to 5zl placic...

Jajcus

22 marca 2004 14:33:22

Za wygodę. Mimo tych robót drogowych wolałem tamtędy jechać - dlatego zapłaciłem. Przynajmniej są pieniądze na te roboty i mogą naprawiać jezdnię zanim jakiś samochód wleci do dziury i spowoduje poważny wypadek.

Dodaj nowy komentarz

Dostępne jest formatowanie Textile

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code
 
 

Śledzenie komentarzy (RSS) TrackBack URI


[szpieg] Jesteście obserwowani...