15 czerwca 2003
18:22:04
|
kategorie:
cjc,
Jak już wspominałem chciałem napisać serwer XMPP (Jabbera) w pythonie. W tym
celu zacząłem pisać bibliotekę PyXMPP. Biblioteka miała nadawać się zarówno
dla serwera jak i klienta, więc musiałem napisać jakiś przykład (i zarazem
test) zastosowania PyXMPP w kliencie Jabbera. No i zacząłem tworzyć CJC
(Console/Curses Jabber Client). Na razie robi niewiele, ale w głowie utworzył
mi się zarys w pełni funkcjonalnego klienta o interfejsie podobnym do irssi
i modułowej budowie. Co więcej zarys ten jest znacznie wyraźniejszy niż
serwera który miałem pisać. Coś mi się widzi, że zamiast serwera napiszę
klienta. Oczywiście jeżeli cokolwiek uda mi się dokończyć :-)
09 czerwca 2003
12:03:36
|
kategorie:
programowanie,
pyxmpp,
rodzinka,
Dawno nie pisałem, bo bardzo mnie wciągnęło pisanie tego PyXMPP. Idzie
znacznie wolniej niż myślałem, ale jestem zadowolony z tej pracy. Mam
ambicję napisać to tak, żeby było 100% XMPP compliant, ale też zgodne
z ze "starym Jabberem". Właściwie to co napisałem już można wykorzystać
do tworzenia klienta Jabbera, czy prostych serwisów.
Na standards-jig@jabber.org wielu narzekało, że SASL to za duże wymaganie
dla "małych klientów". Nie zgadzam się z nimi - zrobiłem autentykację PLAIN
i DIGEST-MD5 w pythonie praktycznie od zera i wielki problem to nie był.
Gorzej jest z profilami stringprep (wymagania odnośnie nazwy użytkownika
i zasobu). Przez weekend walczyłem z normalizacją Unicode 3.2.0 (co było tym
trudniejsze, że unidata w Pythonie to tylko 3.0.0) i prawie działa - nawet
dekompozycja i kompozycja sylab HANGUL (cokolwiek by to nie było), ale mam
jeszcze jakieś problemy z porządkiem kanonicznym. Myślę że dzisiaj to
naprawię, a może i całe stringprep uda mi się zrobić. Odpowiednie moduliki
są dosyć spore - zawierają parę tabel wydłubanych z Unicode Character
Database.
A z innej beczki: w sobotę byłem z żoną na Matrix Reloaded (dzidzia została
u dziadków). Skoro wszyscy o tym filmie tutaj piszą to i ja napiszę. IMHO
całkiem niezły. Nie spodziewałem się niczego ambitnego i byłem zadowolony
z tego co zobaczyłem. Może po prostu jestem wystarczająco rąbnięty, żeby to
oglądać - nie było dla mnie problemem traktowanie części postaci jako procesy
w systemie operacyjnym. Miałem tylko wątpliwości, czy agent Smith to wirus
dołączający się do aktywnych procesów, czy zwykła fork-bomba :-) Zgodnie
z poleceniami odczytanymi z ogłoszeń na ścianach kina przeczekałem napisy,
żeby zobaczyć zapowiedź kolejnej części. Zapowiedzi widziałem lepsze, ale same
napisy końcowe mnie zainteresowały. Lista płac olbrzymia i chyba samych
"system administrators" było ze 20. W sumie poadministrowałbym sobie taką
farmą serwerów co to liczyła :-)
Wczoraj miałem znowu okazję wykazać się jako tatuś. Krysia nie chciała spać,
po półtorej godziny cycania żona miała już dosyć, a ja przejąłem ryczącego
dzidziusia. Takiej nieszczęśliwej jej jeszcze nie widziałem. Nie pomagało
noszenie, mówienie, kołysanie itp. Dopiero jak z nią poszedłem do łazienki,
to przed lustrem nieco się uspokoiła. Ale ile można tak w łazience stać...
Na szczęście w pokoju też się znalazło lusterko. Trochę pochlipała z lusterkiem
w objęciach, potem położyła się mi na brzuchu - widać było że wreszcie będzie
chciała spać. Jak już trochę przysnęła przeniosłem ją do łóżeczka. Obudziła
się, ale to że ją położyłem w łóżeczku bardzo się jej spodobało. Popełniłem
błąd przykrywając ją - rozkopywanie kocyka uznała za najlepszą zabawę. Potem
się powoli uspokajała, trochę pośpiewała pod nosem i zasnęła. Z odkrytymi
nóżkami - trudno. Ważne że się udało i to bez cycusia.