Koszmar
(co bardziej wrażliwi niech lepiej ominą ten wpis)
Właśnie wróciłem ze Specjalistycznej Przychodni Stomatologicznej w Bytomiu. W pokiereszowanych ustach mam jakiś zakrawiony wacik, którego boję się wyjąc, pluje krwią i ze strachem czekam na moment w którym znieczulenie przestanie działać. Ale zacznijmy od początku...
Dzisiaj rano tam pojechałem na zabieg, na który zapisałem się jakieś dwa i pół miesiąca temu. Już wtedy mnie ostrzeżono, że mimo że jestem zapisany na 9:30, to mogę czekać do południa, albo i dłużej. Dlatego wziąłem sobie od żony książkę do czytania w autobusie i na miejscu. Przeczytałem prawie całą, gdy o 12:15 zaproszono mnie na salę operacyjną. Pani poradziła zdjąć koszulkę, bo będzie mi za ciepło i dała fartuszek "żeby mnie nie ubrudzić jak będzie trzeba kość piłować". Pocieszające. Potem doktor się upewnił, że chodzi o lewą ósemkę, przy okazji się dowiedziałem, że prawa kwalifikuje się na taki sam zabieg...
Zabieg zaczął się od znieczulenia. Zaczęło działać bardzo szybko - widać coś mocniejszego niż używa moja dentystka. W ruch poszedł skalpel - coś mi tam pocięli. Później długo na zmianę było jakieś wiercenie, podważanie i próby wydłubywania. Ząb wyraźnie dawał opór, a chirurga najwyraźniej to też wkurzało. Słyszałem tylko "co za cholerna ósemka", "ten za krótki daj dłuższy", "może coś szerszego", "dawaj korzeniowce", "teraz trzonowce" itd. itp. W tym czasem znęcano się nad moją paszczą. Ząb i bezpośrednie okolice były znieczulone, ale szarpanie szczęką i tak nie jest przyjemne, poza tym asystentka ciągle odciągała mi policzek, a narzędzia zbrodni czasem trafiały na inne nie znieczulone miejsca. Twardzielem nie jestem, więc od pewnego momentu wiłem się, trzęsłem i jęczałem. Za to dostawałem opieprz od chirurga. Dowiedziałem się też, że to wszystko przeze mnie, bo się upierałem na ten termin (co jest oczywiście nieprawdą) i parę innych nieprzyjemnych rzeczy. Minimalna ulga przychodziła tylko pani doktor (asystentka?) przytrzymywała mi głowę dociskając do swoich piersi - przynajmniej można było pomyśleć o czymś innym ;-)
Jak próby podważania i wydłubywania zęba nie dawały rezultatu, to najpierw postanowiono przeciąć zęba. To też nie dało żadnych rezultatów (co okazało się po kolejnych kilkunastu minutach dłubania). Potem piłowano mi kość szczęki. Też okazało się że mam wyjątkowo grubą (i to też pewnie moja wina). W końcu udało się tego zęba wyciągnąć (w kilku kawałka). Jeszcze tylko zszywanie i mogłem na chwiejnych nogach opuścić salę. Wcześniej lekarz powiedział mi co mam łykać i że po L4 mam się zgłosić jutro. Spytałem się czy to konieczne - i znowu pretensje że co ja z Gliwic nie mogę dojechać? Że tam idę na zabieg, a na kontrolę gdzie indziej? itp. Oczywiście kontrola tam ma sens, ale na początku była mowa tylko o L4...
Teraz nie wiem co o tym myśleć. Lekarz nie traktował mnie miło, ale ze strony medycznej raczej nie mam podstaw mu nic zarzucać. Zresztą trochę rozumiem jego zdenerwowanie, szczególnie jak dopisali mu paru dodatkowych pacjentów. No i mój przypadek też był podobno wyjątkowy. I czemu akurat mnie się musiało za to dostać? Mam jeszcze drugą ósemkę do wyrwania i nie wiem czy iść z nią też tam, czy gdzie indziej. W sumie tam tę godzinkę jakoś wytrzymałem i dalej wierzę że trafiłem w ręce fachowców. Gdzie indziej może być przecież gorzej, ale może też być i dużo lepiej. Na razie jednak nigdzie się z tym nie wybieram...
Śledzenie komentarzy (RSS)
Jesteście obserwowani...
25 czerwca 2003 15:42:36
Istotna rzecz - miałeś wykonane zdjęcie przed rwaniem? Istotna rzecz nr 2 - czy zatykając Ci nos kazali dmuchnąć? Prawie dwa miesiące temu, byłem na rwaniu siódemki i amatorka rwania rozwaliła mi zatokę - do odszukania w moim jogu (kwiecień/maj). Rehabilitacja jeszcze trochę potrwa. Szczęście, że się zrosło - ominęł mnie szpital. Jeszcze później fotka czy zatoka się zrosła, czy zarosła - też nieciekawie :( Po co komu zęby...