Dawno mnie tu nie było...
Dawno nie pisałem, bo bardzo mnie wciągnęło pisanie tego PyXMPP. Idzie znacznie wolniej niż myślałem, ale jestem zadowolony z tej pracy. Mam ambicję napisać to tak, żeby było 100% XMPP compliant, ale też zgodne z ze "starym Jabberem". Właściwie to co napisałem już można wykorzystać do tworzenia klienta Jabbera, czy prostych serwisów.
Na standards-jig@jabber.org wielu narzekało, że SASL to za duże wymaganie dla "małych klientów". Nie zgadzam się z nimi - zrobiłem autentykację PLAIN i DIGEST-MD5 w pythonie praktycznie od zera i wielki problem to nie był. Gorzej jest z profilami stringprep (wymagania odnośnie nazwy użytkownika i zasobu). Przez weekend walczyłem z normalizacją Unicode 3.2.0 (co było tym trudniejsze, że unidata w Pythonie to tylko 3.0.0) i prawie działa - nawet dekompozycja i kompozycja sylab HANGUL (cokolwiek by to nie było), ale mam jeszcze jakieś problemy z porządkiem kanonicznym. Myślę że dzisiaj to naprawię, a może i całe stringprep uda mi się zrobić. Odpowiednie moduliki są dosyć spore - zawierają parę tabel wydłubanych z Unicode Character Database.
A z innej beczki: w sobotę byłem z żoną na Matrix Reloaded (dzidzia została u dziadków). Skoro wszyscy o tym filmie tutaj piszą to i ja napiszę. IMHO całkiem niezły. Nie spodziewałem się niczego ambitnego i byłem zadowolony z tego co zobaczyłem. Może po prostu jestem wystarczająco rąbnięty, żeby to oglądać - nie było dla mnie problemem traktowanie części postaci jako procesy w systemie operacyjnym. Miałem tylko wątpliwości, czy agent Smith to wirus dołączający się do aktywnych procesów, czy zwykła fork-bomba :-) Zgodnie z poleceniami odczytanymi z ogłoszeń na ścianach kina przeczekałem napisy, żeby zobaczyć zapowiedź kolejnej części. Zapowiedzi widziałem lepsze, ale same napisy końcowe mnie zainteresowały. Lista płac olbrzymia i chyba samych "system administrators" było ze 20. W sumie poadministrowałbym sobie taką farmą serwerów co to liczyła :-)
Wczoraj miałem znowu okazję wykazać się jako tatuś. Krysia nie chciała spać, po półtorej godziny cycania żona miała już dosyć, a ja przejąłem ryczącego dzidziusia. Takiej nieszczęśliwej jej jeszcze nie widziałem. Nie pomagało noszenie, mówienie, kołysanie itp. Dopiero jak z nią poszedłem do łazienki, to przed lustrem nieco się uspokoiła. Ale ile można tak w łazience stać... Na szczęście w pokoju też się znalazło lusterko. Trochę pochlipała z lusterkiem w objęciach, potem położyła się mi na brzuchu - widać było że wreszcie będzie chciała spać. Jak już trochę przysnęła przeniosłem ją do łóżeczka. Obudziła się, ale to że ją położyłem w łóżeczku bardzo się jej spodobało. Popełniłem błąd przykrywając ją - rozkopywanie kocyka uznała za najlepszą zabawę. Potem się powoli uspokajała, trochę pośpiewała pod nosem i zasnęła. Z odkrytymi nóżkami - trudno. Ważne że się udało i to bez cycusia.
Śledzenie komentarzy (RSS)
09 czerwca 2003 23:49:18
I cycuś został dla tatusia. Sorry nie mogłem się powstrzymać :P Od kilku dni restartowałem swojego newstickera, bo myślałem że się zawiesiło ściąganie wiadomości z Twojego joga, ale widać trochę go zaniedbałeś. Co do Matrixa to widzę, że jesteś jedną z niewielu osób które tak to postrzegają. Mam kumpla który widział to tak samo, ale na poziomie Windowsów (czyli wirus - Smith, antywirus - Neo). Całkiem ciekawa teoria. Sprawdzę ją jak w końcu sam to obejrzę.